"Odwiedziny" Jan Adamski (fragmenty)
A wieczorami, nockami zielonymi, znad góry, sponad wzgórza wypływa w chmury szara baszta zamkowa, co się Tatarów i Turków nie zlęknie. Kochaj ją — zda się mówić ona — tę ziemię bujną, co ci życie dała i dłonie swe spracowane na oczach twych położyła, byś obraz Jej nosił w duszy po wszystkie dni swoje. Patrz! Oto ona! Kraśna Jak gaździna młoda. Mleko i miód ci niesie. Gdziekolwiek byś był, dom twój w winorośl oblecze i ustroi. Chleb po wiek wieków rodzić ci będzie.
"Żnibrody"
Córeczko! Wioska Żnibrody jest w znojny, czarny chleb i szczerych ludzi bogata. Sady ma bujne. Lasów, pól i łąk nie za wiele, ale rodliwych za to. Jeszcze przed pierwszym kurem zobaczysz wyprostowane wdzięcznie a godnie, kraśne na kształt przywracających zdrowie boginek prasłowiańskich, dziewczęta wiejskie, niosące od kiernicy na złocących się w słońcu koromysłach wodę lepszą od wina. Chowane moralnie, prosto i skromnie, surowo chowane żnibrodzkie dziewczęta słowem zbożnym cię pozdrowią, ciekawym a przyjaznym spojrzeniem obdarzą.
Rozhasanych chłopców pędzących na oklep konie do wodopoju zobaczysz. Rżenie przeciągłe usłyszysz i dotkniesz ręką chrap końskich gładszych od aksamitu. Gęgot domowego ptactwa będzie biegł za tobą i skrzypienie otwieranych wrót i porykiwanie bydła, idącego sennie na pastwisko. Biel suszonych na przymurkach i opłotkach weret konopnych cię oślepi. Sad wiśniowy wabić zacznie. Winnych jabłek zapach owionie. Sąsiedzką pogwarkę połajankę usłyszysz. Podniebne wrzaski swarliwych kum-kumoszek rechotliwym echem cię dopadną. Płacz dziecka zwolni twój krok. Dziewczyny śpiew każe ci się zadumać.
I wezmą cię krzepko ogorzałe chłopskie ręce i hen wysoko, wysoko ku górze cię podrzucą. Uśmiechniętą twarz przed sobą zobaczysz i śmiać się poczniesz pospołu z radości, żeś młoda, że lato, że dzień się nowy zaczął.
— Wielka nam doniu rośnij. Zdrowo rośnij. Żyj długo i szczęśliwo — powiedzą ludzie.
A potem... Potem na wóz drabiniasty siądziesz i za piątą gruszę, siódmą miedzę, przez parów, przez las, przez jar w pole, w pole pojedziesz.
Ku wschodowi oko zwrócisz, a tam pola, bez końca i kraju het, het aż ku borom Jagielnickim się ciągną. Pola, pola i pola.
Ku zachodowi staniesz, zarastający buczyną brzeg jaru zobaczysz.
Ku północy spojrzysz, wiedz, ze tam za widnokręgiem, gdzie niebo ziemi dotyka, leży step zwany „Pantalicha", ujarzmiony przez pług i bronę.
A na południu córeczko, wśród białawych oparów zaległych lekko, zobaczysz w jarze rzekę Strypę, co jak dziewczyna do chłopca bieży chybko ku Dniestrowi i woła: Bierz mnie" co po ukraińsku brzmi „bery mene". I dlatego lud prosty, który wszystko wie i rozumie, wiosce leżącej nad ujściem Strypy do Dniestru dał nazwę Beremiany.